Elektroniczna skrzynka
podawcza
Prokuratura Okręgowa
i Prokuratury Rejonowe

Nie pogodził się z odejściem żony.

Prokuratura Rejonowa w Krakowie – Krowodrzy oskarżyła Andrzeja Sz. o kierowanie gróźb pod adresem pokrzywdzonego oraz o usiłowanie jego zabójstwa.

Andrzej Sz. poznał swoją przyszłą żonę w Związku Harcerstwa Rzeczpospolitej. W 2007 r. zawarli związek małżeński,  a w 2009 r. urodził im się syn. W II połowie 2010 r. relacje między małżonkami uległy pogorszeniu. Andrzej Sz. zaczął podejrzewać żonę o zdradę, której w jego ocenie miała się dopuść ze swoim przełożonym. Mężczyźni ci znali się jedynie z jednego przypadkowego spotkania, jednakże nastąpiło ono zanim Andrzej Sz. powziął podejrzenia co do zdrady żony. 1 października 2010 r. Andrzej Sz. wraz z dzieckiem oraz swoja matką, udał się do miejsca zamieszkania przełożonego żony i tam poinformował jego żonę o podejrzeniu romansu.

Następnie doszło do spotkania obu pań ale żona Andrzeja Sz. zaprzeczyła, by miała inne niż relacje zawodowe ze swoim przełożonym. W 2011 r. żona oskarżonego wniosła pozew o rozwód, który został orzeczony.

Orzeczenie rozwodowe określiło także sposób kontaktowania się Andrzeja Sz. z dzieckiem. Pomimo rozwiązania małżeństwa w świetle uregulowań prawa cywilnego, Andrzej Sz. uważał, iż ma dalej żonę z uwagi na prawo kościelne. Pokrzywdzony wiedział z relacji b. żony Andrzeja Sz., iż Andrzej Sz. powiedział jej kilka razy, iż „jeżeli się ktoś będzie koło  niej kręcił to go zabije, bo związek małżeński może rozwiązać tylko Bóg”.

Byli małżonkowie kontaktowali się sprawując opiekę nad synem. W czasie przekazywania i odbierania dziecka ich relacje układały się poprawnie, w ocenie Andrzeja Sz. były one  przyjacielskie, co odbierał jako szansę na uratowanie ich małżeństwa. Pomimo rozwodu nadal żywił on silne uczucia względem byłej żony i ich dziecka, co było  zauważalne dla bliskich mu osób.

W dniu 13.11.2012 r. Andrzej Sz. miał wolny dzień, opiekował się dzieckiem, które miało u niego pozostać do następnego dnia. Wieczorem pozostawił syna pod opieką matki, powiedział, że musi porozmawiać z żoną.

Syn powiedział mu m. in., że bawi się z panem w mieszkaniu matki, że wyjeżdża na wycieczki z nim.

Wychodząc z mieszkania zabrał ze sobą nóż. Po przyjeździe do miejsca zamieszkania byłej żony, zobaczył, że w oknach mieszkania nie świeci się światło, zdecydował się poczekać na b. żonę jak również na mężczyznę, z którym się związała.

Ok. 22.30 pokrzywdzony przyjechał do miejsca zamieszkania byłej żony Andrzeja Sz. Szedł w kierunku właściwej klatki. Idąc chodnikiem, zauważył przed sobą w odległości około30 metrówmężczyznę, który następnie skrył się za pojemnik z używaną odzieżą. Kiedy pokrzywdzony przeszedł obok tego pojemnika  usłyszał szelest, po czym zorientował się że ktoś za nim idzie. Odwrócił się i zobaczył mężczyznę, który zaczął biec w jego stronę. Początkowo myślał, iż mężczyzna ten chce go napaść. Podjął ucieczkę, jednakże poczuł uderzenie w plecy, po czym został pchnięty i wywrócony na jezdnię, a gdy upadł to atakujący go mężczyzna  rzucił się na niego z góry. Napastnik leżał na nim i przytrzymywał go, trzymając w prawej ręce nóż, którym kilka razy usiłował go ugodzić w okolice klatki piersiowej. Napastnik wypowiadał także wówczas względem pokrzywdzonego słowa „zabiję cię”, które wzbudziły u pokrzywdzonego uzasadnioną obawę spełnienia, a nadto słowa „po co tu przyszedłeś, to jest moja żona, zobacz co z tobą zrobię”. Pokrzywdzony zorientował się wówczas, iż atakujący go mężczyzna to Andrzej Sz. Bronił się przed napastnikiem, próbował się oswobodzić. Jako pierwszy do mężczyzn podszedł nieustalony mężczyzna, i powiedział aby się rozdzielili.   Na jego widok Andrzej Sz. schował nóż do rękawa kurtki. Z okien jednego z mieszkań krzyczała także nieustalona kobieta, iż wezwie Policję. W jednym z mieszkań na parterze w bloku przebywali wówczas studenci. Wszyscy wybiegli na miejsce zdarzenia, zauważyli, iż mężczyzna leżący plecami na ulicy krwawi z ramienia, a z kolei drugi mężczyzna leżąc na nim przytrzymuje go. Na skutek reakcji wymienionych osób Andrzej Sz. wstał, nieustalony mężczyzna wymieniony wcześniej, powiedział słowa „panowie rozchodzimy się”.  Podniósł się także pokrzywdzony. W tym czasie pod blok przyjechała była żona Andrzeja Sz. i zaparkowała pojazd w odległości około30 metrówod miejsca zdarzenia i Andrzej Sz. udał się w jej kierunku i rozmawiali. Pokrzywdzony wiedząc, iż Andrzej Sz. ma przy sobie nóż obawiając, iż może on zrobić krzywdę kobiecie udał się do nich, aby ją ostrzec.  Andrzej Sz. kopał wówczas pokrzywdzonego na wysokości kolan i łydek i kierował w jego kierunku zniewagi, po czym oddalił się. Andrzej Sz. podczas rozmowy z byłą żoną, powiedział, iż  przyszedł „żeby go zabić”.

W toku postępowania zasięgnięto opinii medyczno – sądowej, celem ustalenia stopnia i charakteru obrażeń doznanych przez  pokrzywdzonego w wyniku zdarzenia oraz mechanizmu ich powstania.  Pokrzywdzony w następstwie urazu zadanego narzędziem ostrym jakim jest na przykład nóż, doznał pojedynczej rany kłutej lewej okolicy naramiennej z uszkodzeniem mięśnia czworobocznego. Obrażenie to stanowiło naruszenie czynności narządów ciała na okres trwający dłużej niż 7 dni (art. 157 § 1 kk). Stwierdzona rana była opisywana w niektórych miejscach dokumentacji medycznej jako szarpana, a pozostała po niej blizna ma „łamany” przebieg. Wskazuje to na dynamiczny przebieg zdarzenia z obracaniem się (przekręcaniem) noża lub ciała bezpośrednio po ugodzeniu.

            Przesłuchany w charakterze podejrzanego Andrzej Sz., nie przyznał się do jego popełnienia. W swoich obszernych wyjaśnieniach odniósł się do relacji z byłą żoną wskazując, iż z uwagi na zdradę żony z pokrzywdzonym nastąpił rozwód, jednakże pomimo jego orzeczenia nadal jest z nią związany emocjonalnie, żywi do niej miłość i chciałby uratować ich rozbite małżeństwo. Wyjaśnił, iż rozumie, iż jego była żona nie jest jego żoną w świetle prawa cywilnego, jednakże uważa jako osoba religijna, wierząca, iż nadal pozostaje jego żoną w świetle prawa kościelnego.  Według jego relacji miał nadzieję, że zdrada, której się kiedyś dopuściła, aktualnie nie ma miejsca i że była żona nie spotyka się z pokrzywdzonym. Wyjaśnił, iż liczył na to, iż rozłąka wpłynie na uratowanie ich małżeństwa, gdyż relacje towarzyszące przekazywaniu i odbieraniu dziecka były przyjacielskie, witali się pocałunkami na powitanie i pożegnanie, serdecznie rozmawiali także przez telefon komórkowy.

W dniu 13 listopada 2012 r. po rozmowie z dzieckiem zdecydował się pojechać do mieszkania byłej żony. Czekał na nią, nie wykluczał, że może przyjechać w towarzystwie mężczyzny. Kiedy zobaczył pokrzywdzonego chciał go zatrzymać, a on zaczął się zachowywać agresywnie co doprowadziło, że nastąpiła między nimi  przepychanka.

Wyjaśnił, iż miał wówczas przy sobie scyzoryk, jednakże sam nie wie jak to się stało, „że w trakcie zajścia jakoś ten nożyk wyjął z kieszeni” i w zamieszaniu pokrzywdzony został nieszczęśliwie zraniony. Po zdarzeniu wyrzucił nóż do rzeki Biełuchy. W czasie posiedzenia w przedmiocie tymczasowego aresztowania podejrzany wyjaśnił, iż nie miał złych intencji, jest mu przykro i żałuje, a pokrzywdzonego chciałby przeprosić. W toku ostatniego przesłuchania, Andrzej Sz. nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu czynów i odmówił złożenia wyjaśnień i odpowiedzi na pytania, a uprzednio złożone wyjaśnienia podtrzymał.

Zebrany materiał dowodowy nie pozwala przyjąć, iż działanie Andrzeja Sz. miało charakter przypadkowy. W jego zachowaniu widoczne są elementy działania z premedytacją w postaci: zabrania noża, czekania na pokrzywdzonego, ukrycia się za pojemnikiem z używaną odzieżą, zaatakowania pokrzywdzonego od tyłu, co wyklucza możliwość przyjęcia, iż podejrzany działał w stanie silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami zdarzenia.

            Andrzej Sz. nie był uprzednio karany.

Grozi mu kara pozbawienia wolności od 8 do 15 lat, kara 25 lat pozbawienia wolności lub dożywotniego pozbawienia wolności. 

Aktualności