Elektroniczna skrzynka
podawcza
Prokuratura Okręgowa
i Prokuratury Rejonowe

Oskarżony m. in. o włamanie do sklepu.

Prokuratura Rejonowa w Krakowie – Podgórzu oskarżyła 33 letniego Bartłomieja G. o posiadanie, w dniu 15.04.2014 roku w Krakowie, znacznej ilości środków odurzających – ponad 500 gramówkonopi innych niż włókniste (marihuana) oraz o uprawianie (od stycznia 2014 roku do 15.04.2014 roku) 41 krzewów konopi innych niż włókniste (w wysokości od 50-90 cm), która to uprawa mogła dostarczyć znacznej ilości marihuany.

W dniu 6 kwietnia działając wspólnie i w porozumieniu z nieustalonym sprawcą, co do którego materiały wyłączono do odrębnego postępowania, po uprzednim wycięciu otworu w dachu budynku dokonał kradzieży z włamaniem do sklepu Alma, a następnie zabrał w celu przywłaszczenia 55 paczek papierosów o łącznej wartości 4 165,89 zł, 4 butelki koniaku marki Hemiessy, butelkę brandy Oryginał o łącznej wartości 17 594,90 zł i 4 butelki whisky o łącznej wartości 418,60 zł działając na szkodę Alma Market SA w łącznej wysokości 22 179,39 zł, przy czym czynu tego dopuścił się w warunkach multirecydywy.

W dniu 07.04.2014 r. około godz. 3.30 w nocy włączył się w sklepie alarm włamaniowy; przybyli na miejsce pracownicy firmy ochroniarskiej sprawdzili budynek wewnątrz i na zewnątrz, ale nie zauważyli żadnych śladów włamania. Dopiero po otwarciu sklepu, około godziny 8.30 rano, agent ochrony zauważył kapiąca wodę z sufitu i została ujawniona dziura wycięta w dachu. Po sprawdzeniu zapisu monitoringu okazało się, że ostatniej nocy miało miejsce włamanie do sklepu. Sprawca przestępstwa, najpierw wyciął palnikiem dziurę w suficie, następnie zjechał po linie do wnętrza marketu i zabrał ze sklepowych stoisk, do torby, różnego rodzaju alkohole i papierosy oraz puszkę z pieniędzmi. Następnie skradziony towar został wyciągnięty na linie na dach, a sprawca wspinając się po regałach i podwieszonym stropie sufitu, wyszedł przez otwór w dachu. Ustalono, że gdy pracownicy ochrony sprawdzali sklep w nocy, to złodziej tam był, ale ukrył się za linią kas sklepowych.

Bartłomiej G. przyznał się do tej kradzieży z włamaniem i wyjaśnił, że w 05.04.2014 r. był przypadkiem w tym sklepie i mając problemy finansowe postanowił, że się do niego się włamie. Pomógł mu w tym nieznany mężczyzna. Około godziny 2 w nocy palnikiem wypalili dziurę w metalowym poszyciu dachu i zjechał na linie alpinistycznej do budynku (wspinaczka stanowi jego hobby), skąd zabrał towar. Skradziony alkohol wypił sam oprócz jednej butelki zabezpieczonej przez Policję, papierosy sprzedał na targu, a pieniądze wydał na życie.

Łączną wartość skradzionych towarów wyliczono na 22 179,39 zł.

Zapis monitoringu sklepowego pozwolił funkcjonariuszom Policji ustalić, że sprawcą przestępstwa był Bartłomiej G. Dlatego podjęto czynności celem ustalenia miejsca jego pobytu. Został on zatrzymany w dn. 15.04.2014 r. na jednej z ulic w Krakowie. Wskazał miejsce swojego zamieszkania, a tam ujawniono domową plantację roślin oraz dwa pudełka i woreczek z suszem roślinnym. Na miejscu znaleziono butelkę koniaku Imperial Hennesy Paradais, która została skradziona z Almy.

W czarnym namiocie usytuowanym w pokoju zajmowanym przez oskarżonego znajdowała się uprawa marihuany, a konkretnie 41 krzaków konopi o wysokości od 50 do 90 cm wyrastających z plastikowych donic. Namiot był zaopatrzony w aparaturę wspomagającą wzrost roślin (m.in. lampy świetlne, wentylatory). Nazwa zabezpieczonych w pokoju butelek z cieczami wskazywała, że są to środki przeznaczone do pielęgnacji roślin i stymulujące ich wzrost. 41 krzaków konopi dawało możliwość uzyskania od 820 do 902 gramów ziela konopi; 820 gramów ziela pozwalało z kolei na przygotowanie 5466 porcji narkotyku przeznaczonych do użytku.

Łączna waga suszu to 513,511 gramów marihuany. Taka ilość pozwalała na przygotowanie ponad 3 420 działek narkotyku.

Odnosząc się do zarzutów związanych z narkotykami, Bartłomiej G. wyjaśnił, że, w mieszkaniu tym przebywał od stycznia 2014 roku wspólnie z mężczyzną, którego zna pseudonim, a wynajem mieszkania zaproponował mu mężczyzna, którego znał z więzienia. Po kilku dniach, gdy wrócił do mieszkania, ktoś założył w nim plantację marihuany, sam doglądał roślin. Jemu kazano udawać studenta i wynajmować mieszkanie. Po jakimś czasie zniknął ten mężczyzna, a do lokalu przy przyszli trzej nieznani mu mężczyźni i kazali zajmować się plantacją, bo w przeciwnym razie „ożenią mu kosę”. Bartłomiej G. wyjaśnił, że bał się tych mężczyzn i musiał przystać na ich warunki. Potem nieznajomi mężczyźni zjawiali się co jakiś czas, przekazywali mu pieniądze na czynsz i opłaty za energię, ale to było za mało na uregulowanie wszystkich rachunków. Dlatego nie mając wyjścia postanowił włamać się do sklepu Alma. Żadnej z przedstawianych wersji nie dano wiary, stanowią one próbę uniknięcia odpowiedzialności karnej.

Oskarżonemu grozi kara pozbawienia wolności nawet do lat 15. Jest tymczasowo aresztowany.

Aktualności